Lepszy dzien nie przyszedl juz

Lepszy dzien nie przyszedl juz

by Aleksandra Ziolkowska-Boehm

About
„DRAMATY RODZIN KRESOWYCH Historie trzech kresowych rodzin skladaja się na najnowsza ksiazke Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm. Tytulowa opowiesc przedstawia dramatyczne dzieje zmarlej 15 grudnia zeszlego roku Joanny Synowiec z domu Michalak, wywiezionej przez Sowietow z Szemiotowki na Polesiu 10 lutego 1949 r. Miala wtedy 10 lat, jej mlodsi bracia -osiem i cztery. Zabrani zostali razem z rodzicami i 86-letnia babcia. Przywieziono ich do ostrowskiego lesopunktu w archanghielskoj oblasti. Tam, po trzech tygodniach, zmarla babcia. W listopadzie 1941 r. w trakcie transportu do Uzbekistanu, zginela matka, ojciec zas – z odmrozeniami po tej „podrozy” – przezyl jeszcze w kolhozie im Dzierzynskiego do lutego 1942 r. Dzieciom, które niechybnie zmarlyby z glodu w sierocincu w Ferganie, pomogla starsza dziewczyna – Polka, z która razem dotarly do polskiego wojska. „To była brama do wolnosci” – mowi pani Joanna o Krasnowodsku. Na cmenatrzu w iranskim Pahlavi zostal jej mlodszy braciszek Henio. Ze starszym Joziem przezyla trzy lata w Meksyku, potem Stany uchylily drzwi dla takich jak oni. Zamieszkali w Chicago. Asia poszla do pracy, wyszla za maz, urodzila dzieci. Jozio, niestey, popadl w depresje, leczyli go elektrowstrzasami, które uszkodzily mu mozg, Odtad był stale w szpitalach, na spotkaniach sprawial wrazenie nieobecnego, na nic nie reagowal. Tylko opiekunka powtarzala, ze w nocy mowil po polsku i plakal. A pani Synowiec z dawnego zycia pozostala jedna jedyna fotografia – calej rodziny. Podobno mama nie chciala, by robic zdjecia, i odkladala fotografowanie na lepszy dzien.. Dwie pozostale opowiesci to historia rodu Jaxa Bakowskich i ich krewnych, polskich Ormian Wartanowczow oraz dzieje slawnego hubalczyka Romana Rodziewicza, o ktorym Aleksnadra Ziolkowska-Boehm pisala już w trzykrotnie wydanej ksiazce „Z miejsca na miejsce”. Teraz relacjonuje m.in. wspolna z Rodziewiczem wyprawe do Anielina, w „hubalowe strony”, gdzie rozpoznala go po latach zona soltysa, u którego zolnierze często zatrzymywali sie w czasie patroli”. **Krzysztof Maslon, UWAZAM RZE, Historia, Nr 2, 2012** . „Wędrowki po polskiej historii proponuje Aleksandra Ziolkowska-Boehm - w tomie „Lepszy dzien nie przyszedl już” wraca do losow trzech rodzin zamieszkujacych przedwojenne Kresy, które los rozrzucil po swiecie. Poznajemy dzieje Romana Rodziewicza, hubalczyka, familę Jaxa Bakowskich i Wartanowiczów, Ormian, którzy posiadali ongis rozlegle winnice na Podolu. A w tle powiesci pojawiaja się duchy Wankowicza, Grota-Roweckiego, gen. Andersa, a nawet Pilsudskiego. Poza tym Iran, Meksyk, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Afryka Poludniowa – slowem polskie drogi na 350 stronach wciagajacej ballady”. **Bozydar Brakoniecki, Lucjan Strzyga, POLSKA Times, Warszawa, 30 marca 2012, Nr 26** . „Tom arcypolskich reportazy opiekunki literackiej spuscizny Melchiora Wankowicza, od lat zamieszkalej w USA. Proza niezmiernie wzruszajaca, chwytajaca czytelnikow za serce, niemal każdy akapit wywoluje nostalgie. Jednym z bohaterow ksiazki jest Roman Rodziewicz lat 100 (jego ciotka była Maria Rodziewiczowna), zolnierz Wrzesnia, swiadek agresji Sowietow: „18 wrzesnia 1939 w Ostrzynie. Cisze przerywa jazgot broni maszynowej: na ulice wyszly bojowki zydowskich dywersantow rozzuchwalone wiadomoscia o wkroczeniu wojsk bolszewickich”, potem „Hubalczyk od poczatku do konca w oddziale, będzie zyl tymi dniami cale swoje zycie, będzie o nich chetnie mowil i będą one dla niego z latami coraz drozsze (...) Był zolnierzem u boku ukochanego majora, miejscowa ludnosc patrzyla na nich jak na bohaterow, był pelen dobrych mysli, wierzyl w bliskie uderzenie aliantow, wokół szumial las, z którego wypedzili wroga...Lepszy dzien nie przyszedl już...”. Autorka po raz kolejny obala utrwalony przed dekadami – piorem TW „33” (Kazimierza Kozniewskiego) – mit o Henryku Dobrzanskim niesubordynowanym oficerze stracencu i watazce. „Panowie, poniewaz prawdopodobnie jestesmy ostatnim odzialem Wojska Polskiego, postanowilem zostac do wiosny. Żeby być pomostem miedzy armia wrzesnia i armia marca, kwietnia, która przyjdzie z Francji do Polski (...) Będziemy oczekiwac (...) ofensywy francusko-angielskiej, tworzac na zapleczu niemieckim ogniwa oporu”, uzasadnial Hubal pozostanie w mundurze jesiania 1939 roku. Nie on jeden pomylil się w kalkulacjach. Przez ksiazke niczym refren przewija się tytul. Dla rodziny Michalakow z Kobrynia, zeslanych w 1940 na Syberie, gdzie zginela matka, ojciec umarl z wyczerpania, mlodszy syn padl ofiara tyfusu, starszy przezyl, ale trauma wojenna wywolala u niego obled. Nigdy nie nadszedl lepszy dzien od uwienczonego na rodzinnej fotografii z roku 1939, przechowywanej jak relikwia przez osiadla w USA siostre. Dla Wartanowiczow – podolskiego rodu o ormianskich korzeniach, wlascicieli najwiekszych winnic w II RP, po których nie pozostala niestety ani jedna butelka- tez po wygnaniu z macierzy pozostaly same gorsze dni”. **Tomasz Zb. Zapert MAGAZYN LITERACKI KSIĄZKI, Warszawa Nr 5, 2012** . „„Lepszy dzien nie przyszedl juz” to tytul ksiazki Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm, zawierajacej trzy obszerne opowiesci o losach rodzin, które przed wojna mieszkaly na Kresach. Jest to niezwykle cenna lektura, szczególnie dla osob, którym bliskie sa nie dosc znane karty polskich dziejow. Autorka odbyla setki rozmow z ludzmi zamieszkujacymi niegdys wschodnie rubieze dawnej Rzeczypospolitej, utrwalajac z talentem i pietyzmem ich dramatyczne losy: zeslanie, katorge, utrate bliskich, bytowanie w nedzy, ale i godne, często heroiczne trwanie w tak niesprzyjajacych zyciu warunkach. Opisuje także pozniejsza wedrowke swoich bohaterow przez rozne kraje i kontynentu, az do spokojniejszej przystani w krajach odleglych od ojczyzny. Poznajemy m.in. historie hubalczyka, Romana Rodziewicza, rodu Jaxa Bakowskich, a także polskich Ormian – Wartanowiczow, niegdys wlascicieli rozleglych winnic na Podolu. Autorka tak dalece identyfikuje sie z losami wielu swoich bohaterow, iż wydawac się moze, jakby to wlasne losy probowala czytelnikom przyblizyc. Jej nie do przecenienia zasluga jest tez to, ze wydajac swe ksiazki w Stanach Zjednoczonych, w jezyku angielskim unaocznia prawde o polskich losach, najczesciej nieznanych lub malo znanych, wielu mieszkancom tamtego kontynentu. Unaocznia, np. swoim amerykanskim czytelnikom i sluchaczom fakt, iż powstanie w getcie nie bylo jedynym powstaniem ale jednym z dwoch powstan – upowszechnia wiec prawde o powstaniu warszawskim, bohaterskim zrywie Polakow, ginacych za wolnosc swej ojczyzny, i o zrujnowanej stolicy.” **M.W (Maria Wilczek) LIST DO PANI, Polski Zwiazek Kobiet Katolickich, Nr 6, 2012** . “Na fotografii zdobiącej okładke ksiązki – czwórka smaglolicych dzieci w nieco dziwnych strojach. Dziwnych dla nas, ale wtedy gdy zdjęcie było robione, takie stroje nie byly niczym nadzwyczajnym, zwlaszcza na Podolu, gdzie od wiekow zylo wielu Ormian. (...) I tu przechodzimy już do wlasciwego tematu polecanej dzis Panstwu ksiazki, czyli do wojennej tulaczki polskich rodzin, zmuszanych do emigracji, wywozonych na Sybir. Przesiedlanych. Tracacych bezpowreotnie swe miejsce na ziemi. Tu slepy los juz nie rozgraniczal; potomkowie Ormian byli tak samo brutalnie traktowani przez najezdzcow jak wszyscy inni podejrzani klasowo, narodowosciowo czy z innego powodu skazani na wywiezienie, obozy, czy wrecz eksterminacje. (...) Na cztery strony swiata rozrzucila Polakow wojna. Wedrowali przez panstwo i kontynenty, Rosja, Iran, Indie, Kenia, Rodezja, Poludniowa Afryka, Argentyna, Kanada, Meksyk, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, i w koncu Polska, do ktorej czasami przyjezdzaja, dopiero teraz i na krotko. Bo ich domy już sa tam, a po tych utraconych juz nawet slad zaginal”. **Maria Grochowska, Na cztery swiata strony, KURIER SZCZECINSKI, 4/6 maja 2012** . „KLUCZYKI DO MERCEDESA Poszłam tam, bo dostałam zaproszenie. A przecież nawet bym nie wiedziała o tym wydarzeniu. Bo niby i skąd? Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Oddział w Warszawie, mieści się przy Krakowskim Przedmieściu, niemal obok Placu Zamkowego. Piękne to miejsce! Poszłam tam sama. A właściwie pojechałam miejskim autobusem. Lubię przejechać się lub przejść Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem – i nie jestem w tym odosobniona – bo jeśli Warszawa ma gdzieś swoje serce, to ten uliczny szlak jest z pewnością jego główną arterią. Jak zwykle przyszłam przed czasem, bo nastawiłam się na korki w mieście w tej popołudniowej porze. Sala, którą stanowił główny hol, powoli zapełniała się ludźmi. W miarę wypełniania się, słuchając szmeru rozmów, z każdą chwilą czułam że zanurzam się w jakiejś znanej mi atmosferze z dawnych lat, z dzieciństwa, I nie było to niemiłe, ale wręcz odwrotnie – poczułam się swojsko, jak z wizytą u znajomych, z rodzicami, gdy miałam kilkanaście lat. Elegancja, dyskrecja i wysoka kultura osobista to nie były w tym miejscu słowa puste. Już zapomniałam przez ostatnie lata, jak to wygląda. Bohaterką spotkania była Pani Aleksandra Ziółkowska – Boehm i jej najnowsza książka pod tytułem: „Lepszy dzień nie przyszedł już”. Aleksandra Ziółkowska – Boehm, sukcesorka spuścizny literackiej Melchiora Wańkowicza, jest doktorem nauk humanistycznych pobliskiego Uniwersytetu Warszawskiego, oraz stypendystką m.in.: amerykańskiej Fundacji Fulbrighta, kanadyjskiej Ministra Kultury i nowojorskiej Fundacji Kościuszkowskiej. Członkiem Polskiego ZAIKS-u i amerykańskiego PEN CLUB-u. Nagród już nie wyliczam, ale to oczywiste że ma ich wiele, bo napisała wiele ważnych książek. „Lepszy dzień nie przyszedł już” to opowieść, a właściwe trzy opowieści, o losach rodzin zamieszkujących przed wojną na Polskich Kresach Wschodnich. Zaś tłem wydarzeń są miejsca tragicznie wpisane w historię Polski i Polaków: Syberia, Kazachstan, Katyń, Auschwitz, Monte Cassino, a także wojenne i powojenne skupiska polskie w Iranie, Afryce Południowej, Meksyku, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, a nawet w przedwojennej Mandżurii. Parę niezłych filmów można by nakręcić w oparciu o te historie! Oscar byłby zapewniony. Pierwszą książką Pani Aleksandry Ziółkowskiej jaką przeczytałam była „Kaja od Radosława czyli historia Hubalowego Krzyża”. I może bym nawet do dziś nie słyszała o tej Autorce gdyby nie to, że znałam osobiście właśnie jej bohaterkę, Kaję, już obecnie świętej pamięci, żonę Hubalczyka Marka Szymańskiego, „Sępa”. To on prowadził mnie (za rękę!) do spóźnionego, wojennego chrztu świętego zamiast nieobecnego kuzyna z zagranicy. We wstępie do książki o Kai Pani Aleksandra umieszcza przesłanie, które tak wyraził Izaak Bashevis Singer: „Prawdziwy twórca przynależy do swoich rodaków, do swego otoczenia, bez względu na to, czy je lubi czy nie. Kosmopolita nigdy nie napisze niczego wyjątkowego, jego dzieło będzie uogólnieniem”. Pewnie dlatego Pani Ziółkowska – Boehm choć mieszka obecnie w USA, tak silnie czuje się związana z Polską. I z takim dzielnym uporem stara się przywracać pamięci naszą polską trudną historię. Co ciekawe – jak sama powiedziała na tym spotkaniu z Czytelnikami – że ci wszyscy ludzie, bohaterowie jej książki, choć przeszli wiele tragicznych wydarzeń w swoim życiu, nigdy do nikogo nie mieli o to pretensji. Swój los przyjmowali z godnością i odwagą. „Piękni ludzie” – tak ich nazwala. Tacy choćby jak jeden z bohaterów książki „Lepszy dzień nie nadszedł już”: „Kiedyś kochał konie, psa i swojego mercedesa. Kluczyki do dawnego samochodu zachował. Były z nim przez całą wojnę i potem, do końca życia. Były szczególną pamiątką czasów, które minęły bezpowrotnie. Kluczyki do mercedesa, związane niebieską wstążką, ma teraz jego córka Kasia”. W niejednym polskim domu i dzisiaj te przysłowiowe „kluczyki do mercedesa” wciąż są przechowywane przez kolejne pokolenia. W moim domu też”. **Elżbieta Nowak (kochanezycie.pl), Polskie Radio Pr 1, Mysli na dobry dzien, 12 czerwca 2012; NIEDZIELA, 8 lipca 2012** . „Ziolkowska mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych, jest autorka wielu ksiazek, zwlaszcza reportazy. To ostatnie nie dziwi, bo jest ona kontynuatorka Melchiora Wankowicza, o którym zreszta wielokrotnie pisala i którego dziela wydaje z wielka troska. „Lepszy dzien nie przyszedl już” sklada się z trzech opowiesci o losach rodzin zyjacych przed II wojna na wschodnich terenach RP; potem straszliwie doswiadczonych przez komunizm i nazizm. Te trzy historie skladaja się na rzecz o zagladzie nie tylko jednostki i rodzin, ale także cywilizacji, jaka tworzyli Polacy na Kresach. Ziolkowska-Boehm z dyskrecja oddaje glos swoim bohaterom, pozwala im opowiedziec o martyrologii, o której często nie chcieli mówic przez lata oni sami, ale tez ktorej nie chcieli sluchac nawet ich najblizsi. W ich wspomnieniach istnieje wyrazna cezura, jaka jest wrzesien roku 1939, dzielacy ich biografie na piekny czas przedwojenny i koszmar wojny i powojnia. Tak jest w najbardziej poruszajacym, tytulowym reportazu otwierajacym tom, a wiec opowiesci mieszkajacej dzisiaj w Chicago Joanny Synowiec. Przed wybuchem wojny mieszkala kolo Kobrynia na Bialorusi. W lutym 1939 roku - miala wtedy 11 lat – Sowieci wywiezli ja wraz z rodzicami i dwoma mlodszymi bracmi do obozów w archangielskiej oblasti. Synowiec opowiada o strasznym losie calej rodziny – glodzie, zimnie, chorobach, smierci ojca, matki, jednego z braci, o wyjezdze z Rosji, o pobycie w Meksyku, potem w USA, o chorobie brata, któremu udalo się przezyc gehenne. „Dwa lata nic nie mówil. Był już odtad wciąż w szpitalach. Teraz jest w domu stalej opieki. Opiekunka powtarza mi, ze Józio w nocy mowi po polsku i placze”. Drugi reportaz opowiada o losach rodziny Wartanowiczów, którzy na Podolu mieli wspaniale ... winnice, jakby symbol ogrodu, ktory zniszczyly wnuczeta Smierdiakowa. Tom zamyka niesamowita historia Romana Rodziewicza, urodzonego w Mandzurii, przed II wojna pracujacego w rodzinnym majatku nad Berezynka. Po wrzesniu 1939 zolnierza walczacego az do konca u boku majora Hubala, potem akowca, wieznia obozow koncentracyjnych w Auschwitz i Buchenwaldzie. Szczególne wrazenie robi w tym dramatycznym kontekscie opowiesc o powojennych, emigracyjnych losach podporucznika „Romana” – jego ciezkiej pracy w brytyjskiej hucie i kopalni wegla, o nieszczesliwym malzenstwie, zaskoczeniu, ale i dumie, z jakimi angielska rodzina dowiedziala się po wielu latach o jego przeszlosci.” **Prof. Maciej Urbanowski, UJ, Warto przeczytac. NASZ DZIENNIK, 11/12 sierpnia 2012** . (...) Autorka niemal kazdego roku ofiarowuje nam ostatnio historyczne opowiesci – dosc wspomniec„Kaje od Radoslawa, czyli histotria Hubalowego krzyza” (doczekala się amerykanskiej edycji!), „Dwor w Krasnicy i Hubalowy Demon”, „Na tropach Wankowicza po latach”.W jakims sensie „Lepszy dzien nie przyszedl już” jest kontynuacja poprzednich opowiesci. Oczywiscie, pojawiaja się nowe watki, nowi bohaterowie, ale spotkamy tez ludzi z kregu krasnickiego dworu i zwiazanych z historia oddzialu majora „Hubala”.Ksiazka zlozona jets z trz

Discuss Lepszy dzien nie przyszedl juz with other readers

Join or start a book club for Lepszy dzien nie przyszedl juz on Readfeed. Live chat, shared reading progress, and AI discussion questions — free to get started.

Frequently asked questions

How do I join a book club for Lepszy dzien nie przyszedl juz?

Sign up free on Readfeed, then browse public clubs or start your own club with Lepszy dzien nie przyszedl juz as the current read. Invite friends with a share link and discuss together with live chat and AI discussion questions.

Can I discuss Lepszy dzien nie przyszedl juz with other readers online?

Yes. Readfeed book clubs let you chat live, share progress, and join discussions about Lepszy dzien nie przyszedl juz with readers worldwide — whether your club is virtual, in-person, or hybrid.

Is Readfeed free?

Yes. Creating an account and joining book clubs is free. Sign up to find readers who love the same books and start discussing today.